Część 1: Ranek, kiedy mój pies nie przestawał drapać drzwi.

Powoli odsunęłam krzesło, a serce waliło mi jak młotem. Odkąd to wszystko się wydarzyło, każdy nieoczekiwany hałas wywoływał u mnie niepokój. Ostrożnie szłam w stronę tylnych drzwi.

„Baxter?” zawołałam cicho.

Drapanie na chwilę ustało.

Potem rozległo się krótkie, ostre szczeknięcie. Takie, jakiego używał tylko wtedy, gdy coś było nie tak.

Otworzyłam drzwi.

Baxter był tam, z szeroko otwartymi oczami, unoszącą się piersią i nastawionymi uszami. Jego ogon był sztywny, nie merdał jak zwykle, gdy mnie widział.

A z pyska zwisało mu coś żółtego.

Przez chwilę mój umysł odmawiał przetwarzania tego, co widziałam.

„Baxter…” Mój głos ucichł.

Zrobił krok naprzód i ostrożnie położył zawiniątko u moich stóp.

To był sweter.

Miękki, żółty sweter z małymi perłowymi guzikami.

Nogi prawie się pode mną ugięły. Chwyciłam się framugi drzwi, wstrzymując oddech.

„To nie może się dziać naprawdę” – wyszeptałam.

Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.