Wyczerpani, głodni i zdemoralizowani, zebrali się razem, by stawić czoła nowemu rodzajowi udręki: Bataan Death March. Potem nastąpiła wstrząsająca podróż trwająca ponad sześćdziesiąt pięć mil pod bezlitosnym słońcem, prawie bez jedzenia i wody. Mężczyźni potknęli się i upadli, niektórzy upadli z wyczerpania, choroby lub odwodnienia. Inni zostali dźgnięci nożem lub pobici za spowolnienie, a niezliczonych żołnierzy zastrzelono po prostu za próbę odpoczynku. Szacuje się, że do końca zginęło nawet dziesięć tysięcy.
Sam marsz był brutalnym świadectwem okrucieństwa wojny, ale wśród horroru odporność ludzkiego ducha stała się jasna. Żołnierze, którzy przed chwilą byli obcy, dzielili się tym, co mieli-pomagali nieść rannych, ofiarowali krople wody, szeptali do siebie modlitwy. Więzy powstały w najbardziej nieprawdopodobnych okolicznościach, przekraczając narodowość i rasę, gdy ludzie trzymali się życia i siebie nawzajem. Młodzi mężczyźni z farm, miast i wysp oddalonych od siebie o tysiące mil znaleźli się związani wspólnym cierpieniem i upartą determinacją, by przetrwać.
Ta próba była czymś więcej niż historycznym epizodem; było to studium zarówno ludzkiej deprawacji, jak i współczucia.
