Podczas rozwodu nie walczyłam ani o opiekę nad naszym synem, ani o choćby jeden cent z jego majątku; postawiłam tylko jeden warunek, który przyjął z okrutnym uśmiechem: zabrać ze sobą jego matkę.

W końcu zrozumiałam coś prostego:

Nie odeszłam z tego małżeństwa z pustymi rękami.

Odeszłam z jedyną osobą, która znała prawdę — i miała całą władzę.