Dziewczynka zaginęła w 1998 roku — 11 lat później pielęgniarka opowiedziała policji o tym, co słyszała

Laura Miller miała 29 lat i pracowała jako pielęgniarka w szpitalu powiatowym.

Miała jasnobrązowe włosy, które nosiła krótko ze względów praktycznych, ciepłe piwne oczy oraz pewne ręce w pracy, które drżały, gdy martwiła się o swoje dzieci.

David Miller miał 31 lat, pracował na budowie, miał modzele na dłoniach i plecy, które bolały go prawie każdej nocy, ale uśmiech pojawiał się na jego twarzy, gdy tylko przekroczył próg domu i zobaczył swoją rodzinę.

Dorastał w Ridgemont i ożenił się z dziewczyną, którą poznał na targach hrabstwa, gdy oboje mieli po 17 lat.

Mieli dwoje dzieci i życie, które wydawało się stabilne, nawet gdy brakowało pieniędzy.

Jake miał osiem lat, był starszym bratem, poważnym i opiekuńczym.

Miał ciemne włosy po ojcu i ostrożność po matce.

Uwielbiał budować z klocków Lego i uczyć swoją młodszą siostrę wiązania butów, nawet gdy się denerwowała.

Samantha miała pięć lat, była bystra, ciekawska i pełna energii.

Miała blond włosy, które Laura zazwyczaj zaplatała w warkocze, zielone oczy, które rozjaśniały się, gdy się śmiała, oraz charakterystyczną znamię na lewym policzku, tuż pod okiem – ciemnobrązowe i wielkości dziesięciocentówki.

Chodziła za Jake’iem wszędzie i pytała o wszystko – od tego, dlaczego chmury się przemieszczają, po to, dokąd ptaki odlatują na noc.

Jej wychowawczynie w przedszkolu mówiły, że była miła, przyjazna, jako pierwsza dzieliła się zabawkami i pomagała w sprzątaniu.

Rodzina Millerów miała swoje zwyczaje, które ją spajały.

Naleśniki w każdą niedzielę rano po mszy.

W każdy piątek wieczór filmowy z popcornem przygotowanym przez Laurę na kuchence.

Bajki na dobranoc każdego wieczoru.

Nasza społeczność w Ridgemont wierzyła w wzajemną troskę, w zaufanie do sąsiadów oraz w to, by pozwolić dzieciom być po prostu dziećmi.