Po latach niepłodności w końcu przywieźliśmy do domu naszą nowonarodzoną córeczkę. Ale podczas pierwszej kąpieli mój mąż zamarł, wpatrywał się w jej plecy i krzyknął: „Nie możemy jej zatrzymać”. W tej chwili wiedziałam, że dzieje się coś strasznego.
Stałam przy wanience dziecięcej i patrzyłam, jak mój mąż, Daniel, kąpie nasze dziecko.
Pochylił się nad wanną, jedną ręką podtrzymując jej maleńką szyję, a drugą wylewając jej ciepłą wodę przez ramię z plastikowego kubka. Poruszał się, jakby trzymał szkło.
Dziesięć lat kalendarzy, badań krwi, zastrzyków, wizyt lekarskich i strat, które nigdy nie liczyły się dla nikogo poza nami.
