Na balu maturalnym tylko jeden chłopak poprosił mnie do tańca, bo byłam na wózku inwalidzkim. 30 lat później spotkałam go ponownie i potrzebował pomocy.

Mężczyzna na dworcu autobusowym zerknął na mnie, chwycił mop i kuśtykając ruszył w moją stronę.
Miał na sobie wyblakły niebieski uniform pod czarnym fartuchem kawiarnianym. Później dowiedziałem się, że przyszedł prosto z porannej zmiany w przychodni, żeby pracować tam w porze lunchu.

„Hej” – powiedział. „Nie ruszaj się. Już ja to mam”.