„Komu wierzyć? Jemu czy jej?” — pytała siebie w kółko. Martin wyglądał na szczerego, lecz mógł być manipulatorem. Matka brzmiała jak ofiara, lecz mogła być tyranką ukrywającą wygodną wersję historii.
Po trzech dniach ciszy otrzymała e-mail z nieznanego adresu:
„Sofia, wiem, że trudno mi zaufać. Ale błagam o jeszcze jedną szansę. Nie chcę burzyć twojego życia, chcę tylko powiedzieć prawdę. Jeśli zechcesz, przyjdź jutro o 18:00 do Łazienek Królewskich, na ławkę przy fontannie. Będę tam. Jeśli nie przyjdziesz, zrozumiem. — Martin”
Czytała wiadomość wielokrotnie. Rozum podpowiadał: „Nie idź”. Serce mówiło: „Musisz”.
Spotkanie w parku
