Ławka była pusta, gdy przyszła. Po chwili zobaczyła go — siedział zgarbiony, z kapeluszem w dłoniach. Gdy podniosła wzrok, dostrzegła w jego oczach nie tylko zmęczenie, ale i jakąś ciepłą, niemal ojcowską iskrę.
— Przyszłaś, wyszeptał.
— Przyszłam, ale nie po to, by ci wierzyć. Chcę odpowiedzi.
Skinął głową.
— Masz prawo pytać.
I zaczął opowieść: o latach młodości, pracy w firmie, w której wykrył machinacje finansowe. O tym, jak próbował to ujawnić, a potem sam został oskarżony i skazany. Spędził pięć lat w więzieniu. Kiedy wyszedł, poszedł do matki Sofii, lecz usłyszał: „Nie chcę, by moja córka znała kryminalistę. Zniknij”.
— Złamało mi to serce. Powiedziała, że jeśli cię dotknę, jeśli tylko podejdę zbyt blisko, sprawi, że mnie znienawidzisz. Byłem tchórzem. Odwróciłem się.
Sofia słuchała, z kamieniem w gardle.
— A teraz czego chcesz? Żebym wybaczyła? Żebym udawała córkę, której nigdy nie znałeś?
Martin westchnął.
— Nie chcę niczego oprócz tego, żebyś wiedziała, że cię nie porzuciłem z obojętności. Kochałem cię przez te wszystkie lata.
Podniosła się gwałtownie.
— Muszę iść.
— Sofia! — zawołał. — Jeśli chcesz znać całą prawdę, zapytaj matkę o nazwisko Richter.
Zatrzymała się.
— Kto to jest Richter?
— Dowiesz się.
I odeszła, jeszcze bardziej rozdarta.
